Zdjecie (bez lampy) bardzo doladnie je przedstawia. Są właśnie dokładnie takie jak na zdjęciu)
Elma, ratunku, blaszek nie widać trzonka praktycznie też nie:-)) Dla mnie to kruchaweczka zaroślowa - że tak sobie wodzy fantazji popuszczę:-)))
Kris, mój książę małżonek, tak się wściekał, że marudzę z aparatem, żę wręcz siłą mnie odgonił od tych grzybków i nie zrobiłam spodu... twierdzi, że ON zbiera grzyby a ja.... fotografie... Hahaha! Tylko z jakiegoś powodu ja mam zawsze pełniejsze wiadro i jeszcze masę zdjęć....
Grzybki rosły obok pieńka, nie wiem jakiego, w pobliżu modrzewi, dębów, grabów i jednej brzozy...
To pewnie pieniążek pozrastany (Collybia confluens) obecnie chyba Gymnopus confluens.
Jak to???
Zmieniło się nazewnictwo?
Przeniesiono go do innego rodzaju?
A co z resztą pieniążków?
Pieniążka pozrastanego to ja widziałem, był wyższy, miał mniejsze kapelusze i widać było, że owocniki były wyraźnie pozrastane. Przede wszystkim grzybki są smuklejsze. Dużo większy stosunek długości trzonu do średnicy kapelusza.
Sebastian - okolice pieniążka maślanego i plamistego trafiły do rodzaju Rhodocollybia, niektóre pieniążki to teraz Tephrocybe, a te najpospolitsze jak p. dębowy, p. wodnisty:-), p. pozrastany, p. wrzecionowaty, p. niemiły, p. palący to obecnie jak jeden mąż GYMNOPUS:-)
Szczegółów szukaj na przykład na:
Fantazja Ani jest wielka!
Oj, wydawało mi się, że pofantazjowałam jeszcze dzisiaj rano trochę i zniknęło???? Pisałam o tym, że ciemne blaszki i higrofaniczny kapelusz skłaniają mnie ku podtrzymaniu mniemania, że to kruchaweczka;-))) I na dokładkę ranną porą nieco ziewająca jeszcze wysnułam przypuszczenie, że nawet może to kruchaweczka zaroślowa.
Co też w południe prawie - podtrzymuję:-)))
Aniu - wielkie dzięki!! Jesteś niesamowita! A ja doszlam do wniosku, że:
po pierwsze - muszę się jeszcze dużo uczyć
po drugie - muszę sobie kupić jeszcze jeden atlas! (chociaż uważałam, że ten co mam jest niezły, myliłam się):- (
:-)) Nie dam głowy za to, że to właśnie ta kruchaweczka:-)))
Elma z tymi atlasami to bywa tak, że nawet jak się ma ich już kilkanaście i każdy następny nie wnosi zbyt wiele nowego to nadal się je kupuje;-)))
A z pierwszym wnioskiem jeszcze gorzej - im bardziej się człowiek uczy tym lepiej widzi jak wiele się jeszcze musi nauczyć;-)) Okropność:-)))
W każdym razie - powodzenia:-))
Aniu - sądzę, że każdy atlas jednak coś wnosi. Na przykład mój atlas ma o wiele lepsze i dokładniejsze (zbliżone do rzeczywistości) zdjęcia niż atlas, który widziałam u mojej koleżanki. Wolę swój. Ale wiem, że są jeszcze lepsze (nawet nie ma porównania) tylko pieniążki trzeba mieć... I marzy mi się taki atlas, gdzie omówionych grzybów będzie znacznie więcej niż w moim. Denerwuje mnie, że widzę w lesie grzyba i nie wiem co to jest nawet w przybliżeniu. Pewnym pocieszeniem dla mnie jest to, że i tak w swoim środowisku jestem niezła.... ale do Was mi daleko...!!!
No i rzeczywiśie faktem jest to co mówisz, że im więcej się człowiek uczy tym bardziej zdaje sobie sprawę jak niewiele potrafi, zauważyłam to już dawno na sobie... Ech! Takie jest życie!
W tym fragmencie nie biorę pod uwagę aspektów prawnych - po prostu "marzę"
Elma - i właśnie z tego powodu (dostępność literatury) uważam, że kilka osób powinno przysiąść przez kilka zimowych weekendów i przetworzyć tysiące stron posiadanej przez siebie literatury na PDF, nagrać na płytki CD jako elektoniczną książkę i powymieniać się nawzajem. Przeciez tak ciężko jest zdobyć starsze tomy Flory Polskiej: Grzyby, mało komu chce się za nie płacić po 50 Euro w niemieckich antykwariatach a niektórzy mają pierwsze tomy... Przecież niektórzy nie muszą kupować nowszych tomów jeśli nie mją, bo mają je inni itd.....
To może się tyczyć nie tylko literatury fachowej, ale i atlasów. Format PDF umożliwia przeszukiwanie tych atlasów po słowach kluczowych, czego brakuje nawet w wersjach internetowych atlasów!
etc... etc....
Jestem ZA!! Ponadto puszczając dalej wodze fantazji dobrze by było stworzyć taką stronę, gdzie istniałaby możliwość wpisywania w odpowiednie okienka pewnych cech znalezionego grzyba (dot. kapelusza, trzonu, blaszek, zapachu, miejsca znalezienia, podłoża, barwy zarodników - plus innych szczegółów) i na tej podstawie otrzymalibyśmy, przynajmniej jakąś ogólną informację o grzybie. Tylko kto to zrobi...??? Widziałam taką stronę, ale niestety nie polską.
Poszukam raczej w komputerze, może ją gdzieś zapisałam.... Ale myślę, że trzeba rzucić temat na forum. Zdaje mi się, że z kimś o tym rozmawiałam, ale nie na tym forum tylko na jakimś innym. Ten ktoś mi ja polecił, ale ja wtedy miałam problemy z komputerem i chyba jej nawet do końca nie wypróbowałam, ale wchodziłam na nią - faktycznie jest. Może Ty zacznij taki wątek, bo ja (jak stwierdził admin) mam... problemy z nazywaniem wątków....: o)
Poszukam jutro w swoim kompie, teraz zmykam pod prysznic :)
Elma - oczywiście, że każdy atlas coś wnosi - tak argumentuję kolejny zakup kolejnego -.. nastego już atlasu i ciągle buszuję po księgarniach w poszukiwaniu nowych:-) A najgorsze jest to, że im więcej atlasów się tym więcej grzybów się zaczyna widzieć;-))) Jakoś tak "sam" się wzrok przestawia:-)
Piotr i Elma i marzenia:-) Czy Wy przypadkiem nie marzycie, żeby zapewnić koszmarną robotę Markowi, Darkowi i mnie (chyba, że ktoś jeszcze kolekcjonuje tomy "Flory Polskiej" i inne takie...:-))) To ja dziękuję - to chyba nie jest moje marzenie:-))))
Aniu, ja nie chciałabym nikogo do niczego zmuszać. Chciałabym po prostu, żeby się kiedyś znalazł taki zapaleniec, który by (dysponując czasem) z własnej i nieprzymuszonej woli sam cos takiego zrobił....
A propos - nie słyszałaś o tej obcojęzycznej "stronie - wyszukiwarce", o której wspomniałam wyżej? Przeszukuję właśnie swoje zapiski w poszukiwaniu jej adresu, ale nie wiem czy znajdę. Pimpek jest zainteresowany, myślę, że innych by też zainteresowała. Muszę chyba rzucić hasło na innych "forumach" dyskusyjnych.
Nie znam tej strony:- (( Nie kojarzę jej zupełnie:- (
Wiem chyba co czujecie z tym niedoborem literatury - bo miałam kilka lat temu to samo:- (
Chyba jeszcze dość dużym problemem jest zorientowanie się co tak własciwie się przyda a co nie danej osobie. Np. tomy "Flory polskiej" odpadają dla tych, którzy nie używają mikroskopu".
I właściwie wszystkie klucze wtedy odpadają. Pozostają atlasy i..."konsultacje":-)
Cyt.
"Chyba jeszcze dość dużym problemem jest zorientowanie się co tak własciwie się przyda a co nie danej osobie. Np. tomy "Flory polskiej" odpadają dla tych, którzy nie używają mikroskopu".
I właściwie wszystkie klucze wtedy odpadają. Pozostają atlasy i..."konsultacje":-0"
Dodałabym... i wycieczki poglądowe z osobami naprawdę doświadczonymi.
(Miałam okazję miesiąc temu poznać Panią Mykolog, która miała problemy z rozpoznaniem Lejkowca dętego - nie wiem - może rzeczywiście to jest jakiś problem...)
:-) Jeśli trafiłaś na P. Mykolog np. od workowców, to mogła mieć problemy z lejkowcem, jeśli sama nie zbiera grzybów do jedzenia:-)
Pewnym problemem wśród mykologów jest ich specjalizacja w wąskich grupach - zauważ, że ja bardzo rzadko zabieram głos na wątkach "hubowych". Mamy w Polsce kilku (dosłownie) mykologów, którzy mają doświadczenie i opatrzenie w całej gamie grup grzybów tzw. wielkoowocnikowych (w workowcach, podstawczakach tych galaretowatych, i tych błoniasto porastających gałęzie, i tych "hubowatych" i z blaszkami, i z kolcami i z "gąbeczką" i w "purchawach"). A niektórzy są mykologami bo np. badają zawartość czegoś tam (enzymów np.) w danych gatunkach, a nie interesuje ich różnorodność gatunkowa itd...
A wycieczki - jak najbardziej. Są po prostu nieocenione. Bardzo dużo można się na nich nauczyć - jeśli tylko ktoś wie ciut więcej od nas to już zysk dla nas:-))
Aniu..... wspomniana Pani Mykolog zajmuje się.... kwalifikowaniem (nie wiem jak to powiedzić), ocenianiem (???) czy dany grzyb jest jadalny i pracuje w sanepidzie gdzie przychodzą ludzie z tego typu problemem.... Dla mnie to jest horror.. (???)
Ups... to chyba nie P. Mykolog. Pewnie jest po kursie grzyboznawczym, ale tak naprawdę nie interesuje się grzybami:- (( ( Mam nadzieję, że potrafi odróżnić muchomora sromotnikowego od reszty grzybów:- (( (
Horror:- (( (
Aniu - Pani, o której mowa ma przy nazwisku na drzwiach napisane..."Mykolog".... nie jestem ślepa... Szok! Nie będę komentować...
no to głupio:- (( ( Może chociaż dobrze identyfikuje materiał od chorych - zatrutych - po zarodnikach.... że tak się sama jeszcze jakoś sprobuję pocieszyć.
Może... ale tego to ja juz nie wiem...:- (
raczej...... nie powinnam.... liczę przecież na WAS!!: oD
hahaha!
Nie mogę znaleźć linku do strony, o której wspomniałam wcześniej, ale było to coś na kształt tego co podał Olaras.
Spróbuję jednak jeszcze jakoś do niej dotrzeć, skonsultuję się z kimś.