Wsypać do miski pół kilo mąki. Wkruszyć 5 dag drożdży, wlać mleka tak, żeby uzyskać ciasto, jak na makaron i posolić. Zagnieść. Jajek nie trzeba.
Zostawić do wyrośnięcia.
Po wyrośnięciu uformować z ciasta mniejsze lub większe wałeczki albo kule. Rozłożyć na ściereczce i poczekać, aż wyrosną.
Zagotować wodę w naczyniu do gotowania na parze. Posolić. Poczekać, aż będzie wrzała. Gotować porcjami kluski pod przykryciem około 15 minut. Po zagotowaniu wyjąć na ściereczkę. Kluski najlepiej przygotować dzień wcześniej.
Można je potem przed podaniem na talerze przekrawać, kroić na kromki albo podawać w całości, jak kto uważa.
Przykryć i dusić, aż cebula będzie mięciutka, a smak wygotowany.
Dodać pokrojone wcześniej grzyby i wlać niepełną szklankę jak najmniej gorzkiego piwa. Można trochę dosłodzić. Uwaga kipi!
Dusić, aż cebula prawie całkiem się rozgotuje. Można dodawać wody do żądanej konsystencji. Gdy wyjdzie za rzadkie - podprawić trochę mąką. Na końcu posypać pieprzem.
Kluski można śmiało zamrozić i podać na drugi obiad na przykład ze smażonymi z cebulą wątróbkami drobiowymi.
Gdy zostanie za dużo grzybów - można je podać z tymi wątróbkami albo zrobić do wątróbek sos ze smaku grzybowego. Wszystko pychości! Jadłam z opieńkami.
Próbowałam robić panierowane placuszki z selera z grzybami. Niesmaczne. Seler zabija smak grzybów.
Zapomniałam napisać, że mąka to powinna być krupczatka lub tortowa. W Czechach, czy Słowacji nazywa się ona "poluhrouba"
Kluski na parze - takie robiła moja teściowa:-) No i mamy kolejny dowód, że shitake pasuje do wszystkiego:-)