Pewnego razu będąc w pracy otrzymałem telefon ze stacji TVN 24. Pytano mnie, czy znam kogoś, kto mógłby opowiedzieć coś o lokalnym wulkanizmie. Zacząłem przypominać sobie znajomych geologów, ale okazało się, że pomoc jest potrzebna niemalże natychmiast. Dlatego nie pozostało mi nic innego, jak sobie wszystko przypomnieć i pokazać te miejsca osobiście.
Program był już emitowany, chociaż osobiście go nie widziałem. Tym nie mniej ci, co widzieli chcieli się udać na plan filmowy z moją osobą. I tak się stało. Oto miejsce akcji na mapie firmy Compass.
Zaczęliśmy w rejonie żółtej kropki. Tu znajduje się ścianka jednego z niewielkich łomików, gdzie można teraz prześledzić skutki dwu wypływów lawy po których pozostał trachybazalt oraz jednego wybuchu piroklastycznego. W dużym uproszczeniu dwa razy Herculanum, raz Pompeje.
Z ekipą TVN udaliśmy się następnie do kościoła w Regulicach, gdzie można prześledzić różnicę pomiędzy miejscowym melafirem a porfirem z Zalasu. My jednak podjechaliśmy w rejon głównego, ogólnodostępnego łomu i zaczęliśmy go penetrować. Z ekipą TVN-u też tutaj byłem. Wszystko tonie w zieleni.
Dla okolicznej ludności to idealny kosz na śmieci, w tym biomasę, która stanowi karmę dla śliników. Oczywiście wielu walczących z tą plagą w swoich ogrodach nie widzi związku przyczynowo-skutkowego.
Przez całą drogę próżno szukać znaków wskazujących na to, że poruszamy się we właściwym kierunku. Tak wygląda punkt węzłowy.
Za tym zagajnikiem po lewej stronie drogi znajduje się staw. Dla tych widoków warto było ponieść trudy dotarcia tutaj. Pierwsze z nich mam od tego czasu na tapecie w domowym a drugie w służbowym komputerze.
Piargi masowo porastają przegorzany - Echinops.
A ta zielona trawka na błotnistym dnie to łan skrzypu pstrego - Equisetum variegatum.
W tej okolicy, jeśli chodzi o wulkanizm znajdujemy pozostałości po wybuchu piroklastycznym, czyli tak zwane zlepieńce lawowe.
Opuszczając ten teren przyjrzeliśmy się jeszcze zwałowisku znajdującemu się przy drodze. Widać, że ktoś go penetruje.
Oczywiście zaglądam czasami w te miejsca, bo grzyby pasożytnicze też stąd pozyskuję.