Kolejnym etapem naszej wędrówka była Gąsiorowa Góra położona na północ od zbiornika jak i biegnącej opodal tak zwanej autostrady. Wzgórze to jest wielce interesujące z kilku powodów. Po pierwsze od dawna rozwijały się tutaj jakieś formy osadnictwa, archeolodzy maja na to mocne dowody. Po drugie okresie II wojny światowej znajdowała się tu część linii broniącej przepraw przez Przemszę. Po trzecie i to jest najbardziej zagadkowe, w jej południowych stokach znajdują się resztki prochowni, które budowano w sąsiedztwie kopalń węgla kamiennego. Tylko kopalni tutaj brak. Kopny śnieg to nie najlepszy moment na odkrywanie wszystkich tajemnic tego miejsca, ale kiedyś trzeba było zacząć.
Kiedy wysiedliśmy samochodu poczuliśmy falę ciepła co było wielce zaskakujące w tę lutową sobotę. Na zamarzniętej tafli jeziora roiło się od wędkarzy.
Na brzegu topola osika - Populus tremula była bardziej otwarta niż ta z południowego krańca zbiornika.
Aby dojść do Gąsiorowej Góry należy przejść pod autostradą. Tak to wyglądało tego dnia. Widzicie te niebieskie wory.
Po drugiej stronie mieliśmy dowód na to, że Polskę zamieszkuje pokolenie pampersów. Ciekawiło nas bardzo, czy to kilkudniowy przerób jednego dziecka czy też dobowy przerób jakiejś placówki opiekuńczej.
Zaraz za autostradą w lesie widoczne są pojedyncze schrony oraz transzeje ze wspomnianej linii obronnej.
Las otaczający ten teren to typowy młody drzewostan, raczej powojenny. Jest rzeczą zrozumiałą, że czasie wojny drzewa musiały być znacznie przetrzebione, aby uzyskać pewną równowagę pomiędzy maskowaniem a zapewnieniem dobrej widoczności obrońcom.
Kiedy podążaliśmy do góry stwierdzaliśmy stopniowy zanik sosen na rzecz drzew i krzewów liściastych.
Był tutaj między innymi bardzo okazały głóg.