Kontynuuję fotoreportaż z wyprawy, którą obyliśmy w trzecią sobotę stycznia. Teraz wkraczamy na obszar lasu położonego w widłach dróg do Zatora i Alwerni.
Cel naszej wyprawy znajduje się, formalnie rzecz biorąc, stąd tytuł wątku, na terytorium Trzebini. Trasa tego etapu naszej wędrówki została oznaczona kolorem niebieskim. Mapa pochodzi z zasobów firmy Compass. Na początek, zachowując należytą ostrożność przekraczamy ruchliwą drogę.
Dowodem są na to te brzozy - Betula pendula.
Może nim być nawet ten świerk.
Poruszanie się po tym terenie ułatwiały nam szlaki wydeptane przez sarny. Sarny ceniły swoją prywatność i nie pozwoliły się uwiecznić.
A tutaj sarny pożywiały się zielonymi pędami borówki - Vaccinium myrtillus. Dowodem na ich obecność były również pozostawione niestrawione resztki pokarmu.
Tutaj również sarny poszukiwały pożywienia.
Drugiego stycznia lodowych nacieków jeszcze tutaj nie było. Ba ze stropu padał nawet delikatny deszczyk. Teraz lodowe nacieki, głównie stalagmity pojawiły się dużej ilości. Zapraszam na ucztę.
Tuż obok znajduje się drugi loch. W nim również spotkamy podobne struktury, ale zdecydowanie w mniejszej ilości. W istocie w odróżnieniu od prawdziwych stalagmitów rosną z dołu do góry.
Oczywiście nie będzie to jedyne spotkanie z tymi strukturami, ponieważ mam zamiar monitorować ich trwanie przez całą zimę.
Mam pytanie techniczne: w instrukcjach aparatów cyfrowych pisze, żeby nie użytkować w temperaturze ujemnej. A jak jest z twoim aparatem?
Oczywiście nie schodzę poniżej pewnych mrozów. Unikam temperatur w okolicach 15 stopni poniżej zera. Pomiędzy pstrykaniami sprzęt noszę w futerale. To wszystko. Aparat Olympus SP510UZ użytkuję już od stycznia 2008 roku i jak na razie nie protestuje.
Piotrze, jesteś moim Bogiem. Moją pasją jest chodzenie Twymi śladami. Z niecierpliwością oczekuję na nowe wędrówki:*:*:*:* <333333333