Dzisiaj, 8. 12, najdłuższa wycieczka. Oborniki Śląskie- Prusice - Żmigród. Z dodatkami 32km, w tym zasadnicza 27km, 5: 20h, ok. 5km/h. Mój rekord dzienny.
Na kolażu wyjazd 7: 10 przed wschodem słońca, zielona panorama Prusic i chmurna na Powidzko.
Głównie rozległe płaskie przestrzenie Doliny Baryczy. Klimatyczna była szczególnie panorama Powidzka, widziana z dala, z pól od południa, z nieproporcjonalnie dużym kościołem, wieża w rusztowaniu - dolna panorama, zdjęcie tego nie oddaje.
Trasa poza szlakami. Kontynuacja elementu nostalgiczno-lirycznego, czemu ponura aura grudniowa, z krótkim dniem sprzyja.
Chodziło o przejście przez Prusice, obecnie miasteczko, gdzie spędziłem sporo wakacyjnego czasu u dziadka. Miał on nieduże gospodarstwo rolne, w latach 70tych w zasadzie prawie wyłącznie sad.
W drodze dwie niezbyt miłe sytuację. Na początku, a był to wczesny poranek, w Kuraszkówku, przysiółek, wylazła na mnie sfora 4 kundli pokracznych, jeden ewidentnie testujący opcje "na co można sobie pozwolić" lider, jego przydupas i dwóch oportunistów. Skorzystałem ze starego patentu na takie okoliczności. Sięgnąłem po zmarznięte bryłki ziemi, co widząc psy czują respekt. Poza tym nie bać się, nie zatrzymywać się i mieć prowodyra na oku. Lazły za mną jakiś czas, potem tylko dwa, prowodyr coraz częściej machając ogonem, zwłaszcza że docenił wymianę bryłkę na ułamek kostki brukowej. I tak lazł za/ze mną kilometr, aż do Świerzowa, gdzie taka anegdotka:
Jest wczesny poranek, lecę drogą przez wieś, długo niegolony, z kamieniem w dłoni, z daleka widzę jakąś panią wyprowadzając pieska pudelka, myślę że może się przestraszyć faceta idącego desperacko z kamolem, więc krzyczę uprzedzająco z odległości "proszę się nie bać, ten kamień to by pies czuł respekt", Pani na to nic, tylko szybko swojego psa na ręce i wycofała się do zagrody.
W drugiej części trasy, za Ligotką okazało się, że w kompleksie leśnym jest polowanie. Trochę nieswojo, ale z oznaczeń wynikało, że na lewo od drogi leśnej którą chciałem przejść. No niby tak, ale nie do końca. Raz, że zapędziłem się omyłkowo 400m w teren polowania, po wycofaniu, już na właściwej drodze leśnej minął ambonę z myśliwym. Ja dzieńdobry i że oznakowanie polowania takie sobie. I dalej idę. Nieswojo się czując te 2km zrobiłem mimo zmęczenia w bardzo szybkim tempie.
Za kompleksem leśnym, z pól, im dalej tym spokojniej i w tym płaskim krajobrazie ładna panorama na Powidzko.
Od Powidzka do Żmigrodu dość marudny odcinek. Zwłaszcza przed Żmigrodem, gdzie znowu strzelający psuli mi nerwy, tym razem ze strzelnicy.
W Żmigrodzie, w rynku był akurat miejski festyn przedświąteczny. Czas do pociągu spędziłem w cukierni na rynku. Bardzo przyzwoitej. Potem trochę jeszcze pokręciłem się po uliczkach.